Poprzednia wersja

Rok kalendarzowy 2013 dopłynął do brzegu swojego czasu i należy już do historii. Czy aby na pewno? Nic już w nim nie można zmienić ani poprawić, to prawda, ale wiele wydarzeń będzie miało wpływ na zdarzenia, które nastąpią w przyszłości. Nowy Rok rozwinie to, co w starym roku było dobre lub złe, prawdziwe lub fałszywe. Stary rok będzie odrębnym ogniwem w tym łańcuchu dziejów, ale jednocześnie będzie jego częścią. Ten moment przełomu pięknie oddaje Maria Konopnicka:

„Od brzegów przeszłości odbijamy ochoczo,

Żegnając dni stare – kto pieśnią, kto łzami,

Błękity nad głową – ziemia przed nami,

Choć burze się wkoło szamocą.”


Rok mijający żegnamy – jedni pieśnią, bo był dla nich szczęśliwy; drudzy łzami, bo dosięgła ich tragedia, ból i cierpienie. Przed nami nowy czas, Nowy Rok 2014. Niebo nad nami – „błękity nad głową”. Codzienna rzeczywistość będzie jego tkanką – „ziemia przed nami”, a wokół burz i niepokojów, najrozmaitszych zdarzeń, będzie bez liku. Scenariusz jakby ubiegłoroczny, coroczny, ale treści będą na pewno nowe, nieznane.

Tymczasem chciałbym przypomnieć te wydarzenia z ubiegłego roku, które były w jego trakcie obchodzone jako jubileuszowe, a miały miejsce w bardzo odległej przeszłości. Miały one i mają nadal znaczący wpływ na nas tak w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym – narodowym. Czy aby o tym pamiętamy? Czy czerpiemy z tych wydarzeń mądrość, naśladujemy szlachetność i prawość poprzednich pokoleń, które to wartości były kamieniem węgielnym tych wydarzeń? Oto ich krótkie przypomnienie:

1700 lat temu podpisano Edykt Mediolański.

W lutym 313 r. do Mediolanu przybyli dwaj współrządcy Cesarstwa Rzymskiego: Konstantyn i Licyniusz. Podczas tego spotkania został podpisany dokument, zrównujący pod względem prawnym wszystkie religie w państwie. Dzięki niemu chrześcijanie mogli wyjść z katakumb i już bez obaw o represje i prześladowania wyznawać swoją wiarę. Zostało w nim zapisane: „wydało nam się słuszne przyznać chrześcijanom i wszystkim innym prawo wyznawania własnej religii, aby Bóg, który mieszka w niebie, był łaskawy i przychylny nam i wszystkim żyjącym pod naszą władzą”. Chociaż czas podpisania Edyktu Mediolańskiego jest bardzo odległy, to jego znaczenie i wpływ na całą ówczesną i dzisiejszą Europę są ogromne. Jego postanowienia zapoczątkowały nowy etap cywilizacyjny Europy, która stała się obszarem kultury chrześcijańskiej. Papież Franciszek jasno powiedział: „to wydarzenie otworzyło nowe drogi szerzenia Ewangelii i przyczyniło się w decydujący sposób do narodzin europejskiej cywilizacji”. Czyż konsekwencją powstania tego aktu nie był późniejszy chrzest Polski i jej wejście w obszar cywilizacji łacińskiej oraz powstanie Akademii Krakowskiej ?


Rozpoczęcie sześćset pięćdziesiątego roku akademickiego na Uniwersytecie Jagielońskim.

 

„Dwie daty wyryły się głęboko w pamięci i sercu każdego europejskiego narodu, któremu droga nad życie, niezbędna jak słońce, stała się nasza kultura. Jedna data notuje fakt przyjęcia chrześcijaństwa, a druga erekcję pierwszego uniwersytetu. Inne daty mogą mówić o wypadkach bardziej głośnych, o przewagach na polach bitwy, o wielkich przewrotach społecznych. Natomiast powyższe daty przypominają to, czym żyła dusza naszego narodu poprzez całe wieki” – tak pisał o powstaniu uniwersytetu ksiądz Konstanty Michalski, polski filozof, historyk filozofii, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1931–1932. Uniwersytet Jagielloński – Alma Mater, nasza Matka Karmicielka, Matka Żywicielka, ten „najpiękniejszy klejnot w koronie Kazimierza Wielkiego”, w dniu 1 października 2013 r. rozpoczął sześćset pięćdziesiąty rok akademicki, który dobiegnie końca w roku przyszłym, w którym minie dokładnie sześć i pół wieku od wydania wiekopomnego aktu fundacyjnego Akademii Krakowskiej, co miało miejsce 12 maja 1364 roku w Krakowie, gdy królem Polski był Kazimierz Wielki. Z tej okazji Senat RP podjął uchwałę, ustanawiającą rok 2014 Rokiem Wielkiego Jubileuszu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

„Przeto My Kazimierz z Bożej łaski król Polski […] postanowiliśmy w mieście naszym Krakowie wyznaczyć, obrać, ustanowić i urządzić miejsce, na którym by Studium Powszechne w każdym dozwolonym wydziale kwitnęło […]. Niechże tam będzie nauk przemożnych perła, aby wydała męże dojrzałości rady znakomite, ozdobą cnót świetne i w różnych umiejętnościach wyuczone; niechaj otworzy się orzeźwiające źródło nauk, a z jego pełności niech czerpią wszyscy naukami napoić się pragnący”. Czytamy przytoczone słowa aktu fundacyjnego z wielkim podziwem i szacunkiem dla króla, który myślał daleko w przyszłość o następnych pokoleniach, a nie tylko „aby dzisiaj, a po nas choćby potop”, jak dzisiejsi „władcy” kierujący nauką i państwem.

 

Sześćsetna rocznica Unii Horodelskiej.

 

Drugiego października 1413 r. w Horodle nad Bugiem została zawarta unia pomiędzy Koroną Królestwa Polskiego i Wielkim Księstwem Litewskim. Dokonało się to w atmosferze radości z polsko-litewskiej wiktorii, odniesionej 15 lipca 1410 r. na polach Grunwaldu. Braterstwo broni oraz wspólnie przelana krew w walce z Zakonem Krzyżackim zaowocowały postanowieniami Unii. Ten dotąd niespotykany na skalę światową dobrowolny związek dwóch państw okazał się niejednokrotnie skuteczny w starciu z wieloma potężnymi wrogami. Unia ta przetrwała prawie cztery wieki, a do jej upadki przyczynili się możni sąsiedzi prowadzący bezwzględną politykę podboju i zaborów Polski. Na jakim fundamencie, w oparciu o jakie wartości zbudowano Unię Horodelską? Odpowiedź mamy w preambule dokumentu podpisanego przez króla Władysława Jagiełłę i księcia Witolda Aleksandra. Znakomicie oddaje ona ducha czasu i intencje podpisujących. „Obowiązkiem naszym jest użyczać zbawiennego krzyża z duchowym pokarmem tym, którym panując w doczesnych pożytkach pomagamy; czyniąc zadość ich potrzebom cielesnym, również powinniśmy podawać, ile naszej możności starczy, pomoc do zbawienia […]. Należy pilnie uważać, aby dając ludziom cielesne dobrodziejstwa, rozmyślali i nad tym, jakbyśmy mogli dać i niebieskie pokarmy i wskazać drogę wiecznej szczęśliwości temu, komu udzielamy na tym świecie obfitości w rzeczach przemijających, by mogli i tutaj doznać pomocy naszej szczodrobliwości i jednocześnie dostąpić w wykonaniu naszych wskazówek przyszłej chwały w zbawieniu świata”. Była to unia ludzi, a nie urzędów, zawarli ją „wolni z wolnymi i równi z równymi”. A jak w kontekście tej unii wygląda Unia Europejska? Czy nie jest to dom bez fundamentów? Czy przetrwa ona tak długi okres czasu jak unia polsko– litewska? Widząc, co się dzieje, raczej nie mamy złudzeń, że na tak postawione pytanie nie będzie pozytywnej odpowiedzi.

 

Czterysta czterdzieści lat minęło od podpisania Konfederacji Warszawskiej.

 

W dniu 28 stycznia 1573 r., a więc 440 lat temu, Konfederacja Warszawska przyjęła akt, który przeszedł do historii polskiej jako czytelny znak tolerancji religijnej. Akt ten na tle ówczesnej Europy wyróżniał się nowatorskim podejściem do problemu innowierców i ich udziału w życiu politycznym. Deklaracja pokoju wyznaniowego to zaledwie fragment tego potężnego dokumentu, którego celem było nie tylko zapewnienie równości wyznań, ale również zaprowadzenie porządku w ogarniętej bezkrólewiem Rzeczypospolitej. Naczelnym problemem opisywanym w dokumencie jest utrzymanie jedności kraju, zwłaszcza wobec zbliżającej się elekcji po śmierci króla Zygmunta Augusta, który zmarł 7 lipca 1572r. w Knyszynie. Twórcy aktu stwierdzali bowiem: „ani jedna część bez drugiej pana sobie obierać, ani stronnictwami prywatnymi sobie narabiać, ale podług czasu i miejsca tu naznaczonego zjechać się do gromady koronnej i spólnie a spokojnie ten akt obioru podłóg woli bożej do skutku słusznego przywieść”. Konfederacja sankcjonowała również warunki, które spełniać miał przyszły elekt. Królem uznać można było jedynie tego, kto: „…nam pierwej prawa wszystkie przywileje i wolności nasze, które są i które mu podamy po elekcji poprzysiądz ma”. Taki zapis otwierał drogę do artykułów henrykowskich, o których prof. Jan Dzięgielewski napisze: „… – jeśli weźmiemy pod uwagę zawarte w nich przedmiotowe regulacje prawne – możemy uważać – de facto za pierwszą na świecie konstytucję.” Z kolei o wolnej elekcji, uznawanej przez niektórych za przyczynę upadku Rzeczypospolitej, tak wspomniany wyżej profesor pisze: „Wolna elekcja była w istocie powoływaniem głowy państwa w drodze wolnych i bezpośrednich wyborów, do udziału w których uprawnieni byli wszyscy ówcześni obywatele, co uznajemy przecież obecnie za najlepszy sposób wyboru głowy państwa.” 440 lat temu światło dzienne ujrzało więc prawo, które znacznie przewyższało myśl kultury zachodniej, rozgraniczając kwestie obywatelskie i religijne. Czyż nie rozpiera nas jako Polaków duma, że taką mądrością i wielkością odznaczali się nasi praojcowie na tle Europy? Czy nie przeżywamy zawstydzenia i bólu, gdy dzisiejsze elity, mieniące się postępowymi, są tak odległe od ówczesnej mądrości i wielkości?

 

Trzysta czterdzieści lat minęło od Wiktorii Chocimskiej.

 

Kampania chocimska, włącznie z bitwą z 10–11 listopada 1673 r., stanowiła etap wojny polsko–tureckiej z lat 1672–1676. Do wielkiego zwycięstwa listopadowego w 1673 r. wojska polsko–litewskie poprowadził hetman Jan Sobieski. To jego strategia militarna i zastosowanie działania z zaskoczenia przyniosły taki efekt. Sobieski sam poprowadził piechotę i dragonów, a jego osobisty przykład wpłynął na zaangażowanie piechurów. O ostatecznym zwycięstwie, które dokonało się przed południem 11 listopada 1673 r., zadecydowały chorągwie husarskie, będące w odwodzie. Cały obóz, bogaty w różnego rodzaju dobra, wpadł w polskie ręce, a wiktoria ta była jednym z największych zwycięstw w historii polskiego oręża. Straty tureckie były większe niż w uważanej za największą klęskę osmańską bitwie wiedeńskiej. Wiktoria chocimska, jak większość polskich zwycięstw, nie została należycie wykorzystana. W przeddzień tego zwycięstwa, 10 listopada 1673 r., zmarł król Michał Korybut Wiśniowiecki. Gdyby nie wspomniane zwycięstwo to bezkrólewie w tym przypadku okazałoby się wielką katastrofą państwa polsko – litewskiego.

 

Trzysta trzydzieści lat od Wiktorii Wiedeńskiej

 

W dniu 12 września 2013r. minęło 330 lat, gdy w tą wrześniową niedzielę 1683r. król polski Jan III Sobieski dowodzący z Kahlenbergu wojskami polskimi oraz sprzymierzonymi z nimi wojskami z Austrii i Niemiec, odniósł zwycięstwo nad armią turecką. Potężna szarża rozbiła potęgę otomańską, która zagrażała Europie i jej cywilizacji. Olbrzymia armia sułtana Mehmeda IV szacowana w przybliżeniu na 55 – 60 tys. osób została doszczętnie rozgromiona, a kulminacyjnym punktem był zmasowany atak polskiej husarii przeprowadzony około 6 po południu. W ciągu kilkunastu minut na stojących w dolinie Turków runęło ze wzgórza blisko 20 tys. jeźdźców, w tym 2500 husarzy. Wiktoria wiedeńska utrwaliła w świadomości powszechnej obraz Najjaśniejszej Rzeczypospolitej jako przedmurza chrześcijaństwa. Została ona zaliczona do „najważniejszych bitew w historii, które uratowały Europę”. Po zakończonej bitwie król polski Jan III Sobieski poinformował papieża Innocentego XI o odniesionym zwycięstwie słynnymi słowami: „Venimus, vidimus, Deus vicit”.

 

Sto pięćdziesiąt lat temu wybuchło Powstanie Styczniowe

 

22 stycznia 1863 r. wybuchło skierowane przeciwko rosyjskiemu zaborcy powstanie, którego celem była odbudowa Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Mając na uwadze wielkość tego heroicznego zrywu powstańczego oraz jego wpływ na dalsze dzieje Polski, Senat RP podjął 3 sierpnia 2012 r. uchwałę ustanawiającą rok 2013 – Rokiem Powstania Styczniowego. W uchwale czytamy m. in.: „Trudna historia i bolesne doświadczenia były źródłem siły i wytrwałości w walce o niepodległość całych pokoleń Polaków. Legenda i etos Powstania Styczniowego legły u podstaw odrodzonej Polski, a poświęcenia powstańców doprowadziły do odrodzenia naszej państwowości po 123 latach niewoli, w 1918 roku. Uchwała Senatu stanowi wyraz najwyższego hołdu poświęceniu i ofierze uczestników tamtych wydarzeń oraz wyraża pielęgnowany do dziś kult odpowiedzialności oraz obowiązku wobec Ojczyzny i Narodu”.

Wielkość i znaczenie Powstania Styczniowego doskonale rozumiał marszałek Józef Piłsudski i chociaż nie stronił od surowych ocen, przyznawał jego klęskę i dostrzegał nieudolność militarną, to jednocześnie z całą mocą ukazywał jego kapitalne znaczenie dla podtrzymywania ducha narodowego w następnych pokoleniach oraz jego wpływ na powstanie czynu legionowego oraz wolnej Polski. W wygłoszonym w 1923 r. przemówieniu tak odniósł się do Powstania Styczniowego: „Rok 1863 stoi na przełomie naszych dziejów; stara Polska umiera – nowa się rodzi. Na przełomie dziejów staje epokowe zdarzenie – powstanie naszego narodu, walka orężna, długo trwająca, długo zalewająca krwią i pożogą ziemię naszą. Na progu nowoczesnego życia społecznego stoją wydarzenia 1863 roku. Wrasta mur olbrzymi, dzieląc pokolenia od pokoleń, czyniąc nowe życie, zamykając stare – mur, na którym tryskają ogniem pisane cyfry 1, 8, 6, 3. Płonęły te cyfry świadomie dla myślących, bezwiednie dla wszystkich, tworząc i kształtując duszę nowego, popowstaniowego Polaka – nowe zjawiają się załomy duszy, inne nerwy, całkiem odmienny sposób odczuwania i reagowania. Pod wpływem wypadków roku 1863 rodzi się inna Polska z innym ujęciem życia i jego zadań. Skutki sięgają tak daleko, że śmiało rzec można, że dziś jeszcze, gdy dziecko na świat przychodzi, jest obciążone rokiem 1863. […] Niechże więc groby ozwą się wśród was, niech mówią swoim własnym językiem”.

Wielkie wypowiedział wtedy słowa o Powstaniu Styczniowym marszałek Piłsudski, świadczące o ogromnym szacunku dla uczestników powstania. Wiele z tych słów pozwala wysnuć analogię do dnia dzisiejszego, gdy nasz kraj usiłuje się obedrzeć się z tradycji, patriotyzmu, wyższej kultury, narodowej tożsamości i stara się ośmieszyć Kościół i wiarę katolicką. Dzieje się to także poprzez lekceważenie bohaterstwa naszych przodków, tych walczących w Powstaniu Styczniowym i przyczyniają się do tego ludzie, którzy powinni politykę historyczną i patriotyczną w pierwszej kolejności kształtować. „Powstanie w ówczesnym zaborze rosyjskim – nie w Galicji – ono się nie udało, było bardzo słabe. Takie obchody jakie powstanie” – słowa marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, historyka z wykształcenia, wyjaśniają wszystko. Ale czy tak nie bywało w historii? Od wroga przychodziło uznanie, a od swojego – pogarda i poniżenie. Można wyczytać z dokumentów, że fenomen Powstania Styczniowego i podziemnych struktur Rządu Narodowego zainspirował Szwajcarów, którzy własną narodową doktrynę obronną oparli na studiach nad dziejami Powstania Styczniowego, uznając sposób prowadzenia walki i organizacji powstania jako wzór do naśladowania w warunkach szwajcarskich. Z uznaniem i dużą wnikliwością analizowali także walkę Polaków i jej organizację z lat Powstania Styczniowego Niemcy i Rosjanie. Tak samo uczynił Józef Piłsudski, który potrafił ideę powstańczą wykorzystać do walki i pracy na rzecz niepodległości i odbudowy państwa polskiego. Potrafił zapał i patriotyzm powstańców przenieść na następne pokolenia. Jak przy nim wyglądają dzisiejsi władający Polską?

 

Siedemdziesiąta rocznica ludobójstwa na Wołyniu

 

„W dniu 9 lutego 1943 roku oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii napadł na wieś Paroślę Pierwszą. Zamordowano 173 Polaków. Rozpoczęta została brutalna akcja fizycznej eliminacji Polaków, prowadzona przez banderowską frakcję Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię. Największe rozmiary przybrała na Wołyniu w lipcu 1943 roku. Rzezie i niszczenie wszelkich śladów polskości były kontynuowane do 1945 roku, a ich ofiara padło około 100 tys. Polaków: mężczyzn, kobiet, dzieci i starców. Zorganizowany i masowy charakter tych zbrodni oraz towarzyszące im okrucieństwo nadają akcji charakter czystki etnicznej noszącej znamiona ludobójstwa”. – czytamy w uchwale Senatu z dnia 20 czerwca 2013 r., upamiętniającej zbrodnię wołyńską. Z bólem konstatuję, że nie odważono się do końca wypowiedzieć prawdy o tej zbrodni i nazwać ją tak, jak na to zasługuje: ludobójstwem. Zasługuje na to tak w ocenie prawnej, gdyż wyczerpuje znamiona zbrodni ludobójstwa, jak i moralnej: została świadomie zaplanowana i zrealizowana jako ludobójcza czystka etniczna, przeprowadzona przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię. Na zakończenie zacytuję jeden z rozkazów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów: polecono „Likwidować ślady polskości: a) Zniszczyć wszystkie ściany kościołów i innych domów modlitewnych. b) Zniszczyć drzewa rosnące przy domach, tak żeby nie pozostały znaki, że kiedyś mógł tam ktoś żyć (nie niszczyć drzew owocowych przy drogach). (…) zniszczyć wszelkie polskie domy, w których wcześniej żyli Polacy (jeśli w tych budynkach mieszkają Ukraińcy – należy je koniecznie rozebrać i zrobić z nich ziemianki); (…) Zwrócić uwagę jeszcze raz na to, iż jeśli ostanie się cokolwiek polskiego, to Polacy będą zgłaszali pretensje do naszych ziem.”

 

Historia est magistra vitae – historia jest nauczycielką życia. My, zadufani w siebie, żyjący w XXI wieku, pochylmy z należytym szacunkiem głowę i z głęboką pokorą oddajmy hołd poprzednim pokoleniom, bo tylko dzięki nim dzisiaj jesteśmy, kim jesteśmy. Pamiętajmy o tych wielkich wydarzeniach, które oni tworzyli i nie zapominajmy o cenie, jaką zapłacili, byśmy my mogli żyć wolni. Naród bez pamięci własnej historii jest skazany na jej ponowne przeżycie, a te przeżycia są i mogą być naznaczone głębokim tragizmem.